(Piotr Słowiński, Tajne miasto, "Regionalny Tygodnik Infromacyjny" - 13.11.2003)
 
Kilometry podziemi ciągną się pod Kamienną Górą. Do kilku kompleksów, mimo iż minęło pół wieku od ich wybudowania, ciągle da się wejść.

TAJNE MIASTO

Po I wojnie światowej w Kamiennej Górze rozpoczęły się prace przy budowie podziemnych obiektów, których przeznaczenie nie jest do dziś całkiem jasne. W trakcie II wojny światowej powstały już duże podziemia, których kopanie trwało do ostatnich dni wojny. Niektóre z nich zniszczyli lub zabezpieczyli Niemcy, niektóre Rosjanie, którzy wysadzili wszystko, czego nie dało się zabrać. Wiele wejść do podziemi kazało jednak zasypać polskie UB, rzekomo dlatego. by szabrownicy nie mieli gdzie się ukrywać. Mimo to kilka obiektów, nie mniejszych wcale niż w Walimiu, ciągle nadaje się do zagospodarowania.

Podziemia pod cmentarzem
     Wejście do podziemi przy ulicy Księcia Bolka I w Kamiennej Górze, jedyne dziś dostępne, znajduje się w komórce na terenie jednej z posesji. Można tam wejść po uzgodnieniu tego z mieszkańcami. Przez jedną z komórkę, później drugą, przez stertę śmieci trafiamy wreszcie do właściwych podziemi.
     - To tylko część tego, co faktycznie znajduje się pod Górą Zamkową - mówi Ryszard Kotowicz, kamiennogórzanin, który rozpoczął starania o turystyczne zagospodarowanie podziemi.
Istnieją doniesienia o przynajmniej 9 miejscach, z których kiedyś można było wejść do tego kompleksu. Według zeznań świadków znajdują się one na różnych poziomach. Jedno z nich miało znajdować się tuż obok szopy, w której przez lata były przechowywane kajaki i rowery wodne pływające po zalewie.
     Tunele pod Górą Zamkową, mimo iż miały być połączone z innymi, nie noszą śladów budowy takich przejść. Nigdzie w dostępnym tunelu nie widać śladów szybów wentylacyjnych czy połączeń między korytarzami znajdującymi się na różnych poziomach. Strop wszędzie wydaje się być lity, podobnie jak przysypany ziemią, noszącą ślady kolejki do wywozu urobku spąg, czyli podłoga korytarzy. Ściany miejscami są poprzebijane, co świadczy o tym, że co jakiś czas w tunelu pojawiają się osoby, które szukają dalszych przejść. Ślady ich działalności widać też w innych podziemnych kompleksach.
     Po kilkusetmetrowej wędrówce pod Górą Zamkową dochodzimy do zamurowanej ściany. To inne wyjście, ulokowane już niemal na terenie jednego z domów wybudowanych przy Księcia Bolka I. Dalszej drogi nie ma, trzeba wracać częściowo obmurowanym i obetonowanym korytarzem.
     Przeznaczenie tego obiektu jest niejasne.

Schrony nad Bobrem
     Stare butelki, śmieci, zapach moczu towarzyszą wchodzącym do podziemi przy wiadukcie kolejowym na ulicy Fornalskiej. Po kilkumetrowej wędrówce przechodzimy przez zaporę przeciwdetonacyjną i wchodzimy do tunelu. Podziemia są w doskonałym stanie. Ściany i sufit są jednak okopcone. To ślad, że na miejscu pracują ekipy złomiarzy opalające kable z izolacji.
     Szlak prowadzi wąskim korytarzem. Na ziemi widać studzienki odprowadzające wodę. W ścianach doskonale widoczne są szerokie kominy wentylacyjne.
Trudno uwierzyć, że Niemcy wykuli w skałach tunele tylko po to, by mieszkańcy miasta mieli gdzie się schować. Łatwiej uwierzyć w wersję o podziemnej fabryce.
     Z tego obiektu korzystali mieszkańcy Landeshut, ale także więźniowie leżącego nad rzeką obozu Boberlager, którzy pracowali na terenie dzisiejszych zakładów lniarskich w tzw. Werk I, gdzie toczyli i hartowali pierścienie kulkowe. Druga część zakładu znajdowała się około 500 metrów dalej w stronę centrum miasta, a trzecia była zlokalizowana 2 kilometry od obozu na północnych przedmieściach Landeshut. Co ciekawe, istnieją relacje więźniów, którzy przed nalotami mieli chronić się pod ziemią w niedokończonych tunelach, nieopodal schronów, do których wchodzili mieszkańcy miasta.
     Przy tych podziemiach są dwie wieże, jakby strzelnicze, skierowane na wiadukt i kilkaset metrów tuneli łączących trzy wejścia do podziemi. Wedłu opisu jednego z więźniów miały tam się znajdować stalowe wrota, którymi zamknięto więźniów w środku podczas jednego z alianckich nalotów.
     - Te wieże, powszechnie uważane za strzelnicze, to czerpnie powietrza - mówi Andrzej Sobczyk, szef zarządzania kryzysowego w Kamiennej Górze. - Cały ten obiekt nie jest niczym innym więcej niż podziemnym schronem.
     Wersję schronu potwierdza chętnie powtarzana relacja świadka o nalocie z połowy 1945 roku: "W wielkim pośpiechu ogłoszono apel całego obozu i popędzono nas do lochów znajdujących się po drugiej stronie Bobru, nieopodal obozu. Biegnąc, z daleka zobaczyliśmy wybity w zboczu góry duży otwór. W ten otwór wbiegliśmy popędzani przez esesmanów i szczuci psami. Przekroczyliśmy potężną bramę zrobioną z żelaza, która po naszym wejściu szczelnie zamknęła otwór. Kilka metrów za tą bramą znajdowała się druga brama zrobiona z żelaznej kratownicy, która również za nami została zamknięta. Wpędzono nas do długiego korytarza, bardzo wysokiego, wykutego w skale, bez obudowy. (...) Trochę światła wpadającego z korytarza bardzo mało oświatlało halę, tak że trudno było coś dokładnie zauważyć. Hala ta musiała być bardzo obszerna, skoro wszyscy więźniowie tam się zmieścili."
     Zgodnie z relacjami świadków istniały obok poznanych jeszcze inne wejścia do podziemi w tamtym rejonie. Nie licząc oczywiście obiektu przy ulicy Wiejskiej, do którego prowadzi częściowo zasypany tunel, a w środku znajdują się resztki urobku i fragmenty torów kolejki do wywożenia wysadzonych skał. Do tego kompleksu z Wiejskiej prowadziły jeszcze inne wejścia. Do jednego z nich miało zostać wpędzonych 3000 ludzi, któryz nigdy stamtąd nie wyszli.

Hale i tunele przy Lubawskiej
Kompleks przy ulicy Lubawskiej to setki metrów korytarzy i potężna hala.      Wkładanie ogromnych ilości pieniędzy i wysiłku w budowę schronów dla więźniów czy cywilów wydaje się być jednak pomysłem dziwnym. Niemcy zaś nie zwykli w czasie wojny nieracjonalnie wydawać pieniędzy. Tymczasem prace podziemne trwały od 1940 roku także w innych rejonach miasta. Wielki podziemny kompeks powstał pod Górą Kościelną.      Wejście do niego znów prowadzi przez komórkę. Tym razem trzeba zdjąć i przestawić drzwi, by wejśc do tunelu, którego jeszcze kilkadziesiąt metrów oświetlonych słabą żarówką służy za przechowalnię przeróżnych rupieci. Kilkadziesiąt metrów dalej widać zawał, który łatwo obejść wygodnym korytarzem i znów pojawiają się wymurowane cegłami pomieszczenia, betonowe obudowy, potężne betonowe stropy. I tak, aż do wielkiej hali, w której centrum znajduje się niedokończona budowla z cegieł ozdobiona dwoma łukami. Wielka hala o szerokości prawie 8 metrów i 5,2 metra wysokości ma około 50 metrów długości.
Pod Górę Parkową można wejść nie tylko przez komórki na Lubawskiej. Te podziemia mogą mieć kilka poziomów.
     To największy z dostępnych w tej chwili podziemnych obiektów w Kamiennej Górze. Jednak nie tak wielki, jak te znane z wojskowej inwentaryzacji. Pod tą górą ma bowiem znajdować się jeszcze nie tylko 900-metrowy chodnik, ale także szpital wykorzystywany już po wojnie na magazyn. Miało tam mieścić się nawet 300 łóżek. Do głównej sali prowadziło podobno nawet 12 wejść. Ten szpital miał być połączony tunelem z Sanatorium. Wejścia do niego zabezpieczone były drzwiami ognio- i gazoodpornymi. W tych podziemiach pracowały Rosjanki i Ukrainki, które rzadko stąd wychodziły na powierzchnię.
Do kompeksu pod Górą Cmentarną miało być nawet 12 wejść. Gdzie są?

Kompleks pod Górą Widok
W tym miejscu znajdował sie schowek, który został odkryty dopiero pół wieku po wojnie.      Pomiędzy Kamienną Górą a Antonówką znajduje się jeszcze jeden dostępny kompleks. Ukryty w kamienio­łomie pod górą Widok, przy ulicy Jedwabnej. By do niego wejść, trzeba przedostać się przez zarośnięte wysypisko gruzu i ominąć kilka potężnych głazów, które odrwały się od skłały nad wejściem do podziemi. Według legendy miał prowadzić do Antonówki, co jednak nie wydaje się możliwe. Ten kompleks chronił jednak do niedawna swoją tajemnicę. Otóż przy częściowo zasypanym wejściu układ korytarzy omijał najprostszą drogę od wejścia w głąb kompleksu. Ktoś jednak nie dał się zwieść sztucznie obmurowanej "nibyskale" i przebił się przez nią, odkrywając pomieszczenie, którego nie ma nawet na mapach wojskowej inwentaryzacji. Nie wiadomo, co tam się mogło znajdować. Obecnie na wierzchu pozostały jedynie ceramiczne rury.Co ciekawe, na wojskowych mapach tego podziemnego kompleksu nie jest zaznaczona jedna odnoga korytarzy, która prowadzi kilkadziesiąt metrów na północny-zachód. Jest ona ciekawa jeszcze z jednego powodu. Obudowa tych ścian jest wykonana z betonowych bloków, ułożonych jeden na drugim i wspartych na stalowym pręcie. Takiej obudowy nie ma w żadnym innym kamiennogórskim kompleksie.
Wejście uznane za zasypane jest dziś otwarte. Przy drugim poszukiwacze skarbów odkryli nieznaną komnatę.

Tajemnica Antonówki
     Osobnego potraktowania wymaga sama Antonówka, o której wiadomo do dziś niewiele. Kompleks tamtejszych podziemi miał nazywać się Concordia. Prawdopodobnie produkowano w nim amunicję lub lekką broń. Po wojnie, mimo iż długo stacjonowali w Antoninie, późniejszej Antonówce, Rosjanie, a po nich Wojsko Polskie, obiekt nie został nawet zinwentaryzowany. Prawdopodobnie też nie został wykończony, mimo iż odbywała się w nim produkcja. W "Wykazie obiektów opuszczonych i niewłaściwie zagodpodarowanych" z 1953 r. o Antonówce znalazł się zapis: "Pow. Kamienna Góra wzgórze Antonin na linii Jelenia Góra - Wałbrzych. Była fabryka amunicji na obszarze 70 ha, 44 budynki naziemne. Bardzo wiele magazynów podziemnych niezupełnie zbudowanych (częściowo zasypane i zalane wodą). Fabryka zatrudniała 9000 ludzi."
     Ten zapis każe się zastanowić nad jeszcze kilkoma okolicznościami. Gdzie mieszkali i kim byli ludzie dowożeni do Antonówki i innych kompleksów? W samej Antonówce miało ich być 9000. Gdzie były obozy Hirshberglager i komando przy Ziedererstrase 13? (Boberlager był nad Bobrem). Dokąd zostały wywiezione dziesiątki ton ziemi i skał wybranych z podziemi? (Tylko na Lubawskiej Niemcy wybrali 6 tysięcy metrów sześciennych urobku.)
     Dziś niezależnie od tych pytań warto zastanowić się nad turystycznym zagospodarowaniem kamiennogórskich podziemi. Podobne w Osówce niedaleko Jedliny Zdroju odwiedza rocznie 18 tysięcy turystów, z których każdy tylko za wejście płaci 8 złotych.

Ze względu na naloty aliantów Ministerstwo Lotnictwa III Rzeszy, dokładnie 09.04.1943 roku zapowiedziało przeniesienie ze Schweinfurtu na Śląsk zakładu produkcji łożysk kulkowych. Po tej decyzji zakłady włókiennicze w Landeshut, czyli dzisiejszej Kamiennej Górze, wizytowali rzeczoznawcy z Inspekcji Zbrojeniowej. Było to 14.04.1943 roku. Szukali miejsca dla fabryki Kugelfischer. Nieco ponad miesiąc później zakłady produkujące łożyska rozlokowały się nad Bobrem jako fabryka Kramsta Methner und Fahne. 17.07.1944 roku do Kamiennej Góry przyjechał pierwszy transport więźniów z obozu Gross-Rosen. Było ich około 800. Trafili do dawnego obozu dla jeńców francuskich, na dzisiejszą ulicę Nadrzeczną. Obóz do końca wojny się rozrastał, aż osiągnął stan 1600 ludzi, głównie Polaków, Czechów, Słowaków i Rosjan. Był jednym z trzech, a może nawet czterech obozów w mieście.

    Uwaga:
  1. Powyższy artykuł zamieszczony został na stronie za zgodą autora.
 

jartul@poczta.onet.pl  Uwagi, spostrz jartul@poczta.onet.pl eżenia, sugestie  jartul@poczta.onet.pl